GŁÓWNA ---- KONTAKT ---- O NAS ---- SPOTKANIA ---- PERSPEKTYWY ---- GALERIA ---- PIERWSZY STRZAŁ




Wiatrówka chińska - najdroższa oferta na rynku

Dlaczego nie lubimy wiatrówek produkcji chińskiej?

Często zarzuca się nam że nie lubimy wiatrówek produkcji chińskiej. Że jesteśmy niesprawiedliwi, uprzedzeni, nie bierzemy pod uwagę że nie każdego stać na dobrą wiatrówkę, itd, itp, etc. Z niejakim zdumieniem czytamy wtedy, że Turcar za 400 zł jest jedyną alternatywą dla ubogiego amatora strzelania, że nie każdego stać na Theobena za 3000 zł, że nie każdy potrzebuje Daystate MK 3, że jakość wiatrówek z Chin nie jest wcale zła, że celność jest wystarczająca, a niezawodność bez zarzutu. Zanim napiszę dlaczego to wszystko co napisałem powyżej jest kłamstwem, wyjaśnię najpierw kim jesteśmy "my".
"My" to ludzie, którzy (jak ogromna większość) swój kontakt z wiatrówkami rozpoczęli właśnie od chińskiej wiatrówki. To są ludzie, którzy mieli już kilka wiatrówek, a przy okazji zlotów/zawodów mieli okazję zapoznać się dość dobrze z dziesiątkami modeli wiatrówek. Wielu z nas rozkręcało, naprawiało, poprawiało wiatrówki. Przeróżne. Są także osoby, które wiatrówki namiętnie testują, albo namiętnie tuningują. I robią to od lat. Wiedza tych ludzi jest ogromna, o tyle cenna, że na bieżąco mają oni możliwość PORÓWNANIA.
Jak widać, trudno o "nas" powiedzieć że się nie znamy i nie wiemy o czym mówimy. Spotykając się i dyskutując, tak osobiście jak i za pośrednictwem Internetu, korzystamy ze swoich doświadczeń, wiedząc doskonale które informacje są prawdziwe, które osoby wiarygodne w swoich opiniach. Daje to w sumie ogromną wiedzę "grupową". I o ile wielu aspektach technicznych dyskusje bywają zażarte, to w jednym panuje zdumiewająca jednomyślność: chińskie wiatrówki to złom. Dlaczego?
Fakty są niepodważalne, bo poparte doświadczeniem. Przyjrzyjmy się więc bliżej jaki obraz się pojawia. Najpierw należy wprowadzić pewne pojęcie. Wśród dostępnych na rynku wiatrówek, produkty chińskie plasują się na niższej (nigdy średniej czy wyższej) półce, lub na półce... poza klasowej. Wiatrówki Crosman, Remington, Turcar, BMK, Hammerli to taka "lepsza chińszczyzna". Mieszczą się jakoś na niższej półce, choć najczęściej kosztują stanowczo za dużo jak na oferowaną jakość. Wiatrówki B1, B2, B3, B4 oraz kilka jeszcze modeli, które można spotkać pod oznaczeniem Industry Brand, Norconia Germany, Magnum, Lider, Sea Lion, Blazer, to modele które nie powinny być nazywane wiatrówkami. Nie mieszczą się w jakichkolwiek kryteriach.
Oczywiście na Allegro spotkać można najbardziej fantastyczne nazwy tych wiatrówek (np. Smith&Wesson Model 290). Na szczęście wygląd tych najpodlejszych "wyrobów wiatrówkopodobnych" jest dość charakterystyczny, i łatwo można je rozpoznać.
W Encyklopedii Wiatrówek jest oddzielna kategoria na wiatrówki chińskie, niejeden przeżył już rozczarowanie widząc swoją "niemiecką" wiatrówkę sklasyfikowaną jako złom. Ba, nieraz dawał temu wyraz, często protestując w niewybrednych słowach...
Podstawową funkcją wiatrówki jest strzelanie. Wiatrówka ma strzelać. Czyli działać. Długo i niezawodnie. Części mają być wykonane z dobrych materiałów, prawidłowo obrobionych i spasowanych. Jak to wygląda w chińskich wiatrówkach? Pierwszy problem z jakim się spotykamy to zastosowana stal. Tutaj pojawia się obraz nędzy i rozpaczy. Stal jest miękka, podatna na ścieranie i odkształcenia. Efekty są porażające. Moja pierwsza wiatrówka, Industry Brand QB78, dała się rozkręcić i skręcić raz. Potem tylko rozkręcić. Pozostał karton części. Powód? Miękka stal na śrubach i gwintach wyrobiła się w błyskawicznym tempie. O ile śruby można dokupić porządne, o tyle otwory... rozwiercić, nagwintować powtórnie, po to by po kolejnym rozkręceniu procedurę powtórzyć. Właściwie należałoby śruby wkleić i ich nie dotykać... tylko co zrobić jak się wiatrówka popsuje? Wyrzucić i kupić nową. Pozwolę sobie zauważyć, że QB78 słusznie uważana jest za jedną z lepszych chińskich wiatrówek!
Dlatego w przypadku najprostszych chińskich wiatrówek, takich jak B1, B2, B3 czy B4 śruby ograniczono do minimum. Konstrukcja jest nitowana. W tym momencie rozebranie na czynniki pierwsze takiej wiatrówki jest naprawdę ostatnim...
Niezorientowanym, przyzwyczajonym do "jednorazowej" produkcji zalegającej w supermarketach, może wydawać się że taka jest norma. Nie, nie jest. Slavie czy Hatsany, że tak popatrzymy na dolną półkę, wytrzymują dziesiątki, setki rozkręcań do ostatniej śrubki. Ba, wytrzymują nawet amatorsko-chałupniczo przeprowadzane poprawki (popularnie acz błędnie zwane tuningami), czy niefachowo przeprowadzane smarowanie. O poziomie wykonania mechanizmów tych lepszych wiatrówek chińskich można się przekonać na podstawie BMK-30.
I tutaj kłania się kolejna cecha. Wytrzymałość na zużycie, odporność na przenoszone obciążenia. Miękka stal znosi fatalnie większe obciążenia, błyskawicznie się wyciera... co w przypadku spustu czy zabezpieczeń może mieć tragiczne skutki.
Jeśli mowa o tragicznych skutkach, to znany jest przypadek obcięcia kciuka i czubka palca wskazującego przez chińską wiatrówkę Industry Brand B3. Można dywagować czy odbyło się to na skutek wady materiałowej czy błędu użytkownika. I jedna i druga możliwość jest równie niedopuszczalna. Jakość wykonania, obróbki i spasowania tworzy z wiatrówki chińskiej najniższego sortu narzędzie wysoce niebezpieczne. W przypadku wiatrówek z dolnym czy bocznym naciągiem całkiem realne jest ryzyko, że pomimo trzymania dźwigni naciągu tłok sam z siebie postanowi sobie obciąć nam palce wkładające śrut. A tylko dlatego że blokady i zapadki wykonane z miękkiej stali muszą się wytrzeć pod wpływem obciążenia spowodowanego napiętą sprężyną. Jest to tylko kwestia ilości oddanych strzałów.
Właśnie, temat zabezpieczeń. Zwykle wiatrówki mają blokady które uniemożliwiają ściągnięcie spustu w trakcie ładowania śrutu (tzw. bear-trap - "pułapka na niedźwiedzie"). Dodatkowo, przy wiatrówkach dolnego czy bocznego naciągu, wyposażone są w blokady które uniemożliwiają zamknięcie portu ładowania, nawet jeśli tłok się urwie z zaczepu w spuście. Niestety, takich zabezpieczeń praktycznie nie posiadają wiatrówki B3 i B4. Wielu początkujących strzelców przyjmuje "pozycję macho" - podczas ładowania wiatrówki trzymają ją nie za łoże, ale za szyjkę kolby, a palec oczywiście, jak u prawdziwego twardziela, musi spoczywać na spuście. Przy ładowaniu wystarczy wcisnąć spust, by tłok amputował palce wkładające śrut do lufy. Coś podobnego, choć z mniejszymi skutkami, przynieść może wciśnięcie spustu w wiatrówce łamanej (B1, B2 i inne). Widziałem już krew lejącą się z czoła kolegi, który dostał w głowę lufą... Oczywiście po takim wydarzeniu lufa, odrzucona całą energią ściśniętej sprężyny, wygięła się w górę tworząc pięknego "banana".
OK, wykonanie wiatrówek chińskich jest kiepskie. Ale jeśli strzelają celnie, to przy tak niskiej cenie da się im wybaczyć wiele... Tutaj niestety kolejne rozczarowanie.
Pierwsze atrakcje czekają nas przy strzale. Wiatrówki "pozaklasowe" przeraźliwie i potężnie "kopią". Wrażenie jest takie, jakby miały przynajmniej 20J... podczas gdy naprawdę mają 7-10J. Slavia 631, która także ma tyle samo, w porównaniu do takiej B3 czy B4 w ogóle nie ma odrzutu. To że odbija się to na celności jest chyba oczywiste.
Oczywiście żeby oddać strzał należy wcisnąć spust. I tutaj, niestety, normą jest twardy i nie regulowany spust. Nawet w tych lepszych "chinkach" jest to dość powszechne. Wpływ spustu na celność jest również znaczny. Analogiczna Slavia ma spust jak z innej bajki...
Celność... Cóż, Chińczycy nie nauczyli się produkować dobrych luf. I nie tylko o materiał chodzi, ale o wykonanie przewodu lufy, jak i gwintu. Do normy należy przedziwnie zmieniająca się średnica lufy. Np. lufa potrafi się rozszerzać w środku, albo wlot ma kaliber 4.2 mm. Widziałem kilka luf, które miały krzywo przewiercony otwór (co nie jest jeszcze takim dramatem), ale rekordy pobiła lufa która miała mniej więcej w połowie... ustęp. Producent rozwiercał otwór z dwóch stron, tylko pośrodku jakoś nie bardzo się te otwory spotykały. Na tym "połączeniu" przelatujący śrut zostawiał 1/4 ołowiu. Jak się można domyślać pojęcie celności dla tej lufy nie istniało... To oczywiście ekstremum, choć wcale nie takie wyjątkowe. W tych lepszych "chinkach" wcale nie jest tak rewelacyjnie. Dwie teoretycznie porównywalne wiatrówki, Slavia i BMK-19, osiągają diametralnie różne skupienia. Slavia mieści serię 10 strzałów w kółku 2-4 razy mniejszym jak BMK.

Przesada? Ależ proszę bardzo. Tak wygląda dłoń po ładowaniu wiatrówki B3. Autentyk. Jest problem, palce nie odrastają...

Cóż więc już mamy? Kiepskie materiały, kiepskie wykonanie, celność także poniżej normy...
Pozostaje tylko ostatni argument. Te wiatrówki są tanie. A przecież nie każdego stać na wydanie większej kwoty na "zabawkę". I tutaj trzeba w końcu głośno i wyraźnie powiedzieć. WIATRÓWKI CHIŃSKIE SĄ POTWORNIE DROGIE!
Jak to? - zdziwicie się...
To popatrzmy.
400-500 zł (a czasem więcej) trzeba zapłacić za wiatrówkę chińską, tą "lepszą". Nie ma nawet co się zastanawiać.
300 zł kosztuje rosyjski Baikal Iż-38, turecki Hatsan 33 czy hiszpańska Cometa 50. Oczywiście im więcej do tych 300 zł dodamy, tym większy mamy wybór, choć do tych 500 zł to będzie właściwie tylko Baikal, Hatsan i Cometa. Jednak warto też poszukać na rynku wtórnym - na forach internetowych czy serwisach aukcyjnych można dostać naprawdę fajne, choć używane wiatrówki. A taki Hatsan nawet po sporym przebiegu będzie w lepszym stanie niż fabrycznie nowy Crosman.
Czyli za te same pieniądze można mieć i lepiej, i bezpieczniej. Tylko nazwa nie będzie tak imponująca jak Blazer Hornet Jumbo czy Norconia Germany Professional Plus.
(ot, taka Magnum). Co w zamian dostajemy? Kawałek złomu wsadzony w sosnowy materiał opałowy, nie wiadomo dlaczego zwany osadą. Pewnie oczekujecie że zaraz coś znajdę za mniej niż 100 zł? No to czas na rozczarowanie.
Poniżej pewnego pułapu cenowego po prostu nie da się. Tak jak nie da się kupić nowego i świetnego telewizora plazmowego za 500 zł. No nie da się i koniec. Więc jak chcesz wydać tą stówę na wiatrówkę, i koniecznie musisz, to opcje masz dwie: 1. Usiąść na tyłku, zagryźć zęby, i poczekać. Poczekać na okazję, pozbierać jeszcze trochę pieniędzy. 2. Pójść do sklepu i zakupić odpowiednią ilość napojów rozweselających (jak te latka już są) albo pójść do kina z dziewczyną. Przyjemniej, bezpieczniej, a i zabawa większa. Piszę to absolutnie, śmiertelnie poważnie.
Większość z nas na swoje wiatrówki i "gadżety", by wydać te 3-4 tysiące złotych, zbieraliśmy miesiącami, czasem nawet latami.
Ty masz lepiej - wystarczy ci 500-600 zł by kupić porządną wiatrówkę na początek. Poczekaj więc.
No dobrze, a jak mam mniej jak 300 zł? Tutaj już ciężko. Ale widziałem nie raz aukcje na których Iż-38 był do kupienia za 150-200 zł. Za tyle też można kupić pistolet Łucznika czy nowego Desert Eagle Compact. Co z tego że ten ostatni to zabawka, skoro i tak działa i strzela lepiej niż "chinki" w tej cenie. I to pomimo że jest na kulki BB.
Może się stukasz w głowę, pytając kto wydaje taką ciężką kasę na zabawkę? Cóż, rozejrzyj się.
Ty albo ktoś znajomy/bliski* pewno masz hobby/pracę* która wymaga narzędzi/sprzętu* za pieniądze, które nikt normalny by nie wydał. Jednak wiesz że taniej się nie da. Ot, ja nie kupię roweru za 5 tysięcy, ale nie mrugnę okiem by wydać 5 tysięcy na wiatrówkę, podczas gdy znajomy dokładnie odwrotnie. A mój kolega z nie weźmie do ręki śrubokrętu za mniej niż 150 zł...
Cierpliwości więc. Kup wiatrówkę "entry level" (dla początkujących - idealna jest taka Slavia 634, Weihrauch HW-30 czy 50 jako najbardziej "przyjazne dla użytkownika"). Potem zobaczysz. Jak cię wciągnie... to nie będziesz się już więcej pytać "co za 300 zł". Będziesz wiedzieć co i za ile chcesz kupić. Jak cię nie wciągnie, albo stwierdzisz że to co masz ci wystarcza, to będziesz miał wiatrówkę na lata. Długie lata. Jak ci się znudzi... to zobaczysz kolejny atut wydania tych paru złotych więcej. Dobre wiatrówki "entry level" niewiele bowiem tracą na wartości, i przy odsprzedaży mniej się traci niż na tych najdroższych... i najtańszych, których najczęściej już nie ma jak sprzedać. Albo brak chętnych, albo... od dawna leży zepsuta, bo naprawa kosztuje więcej niż zakup nowej.
I ciekawostka, za taką B2 jeszcze 2 lata temu trzeba było zapłacić 250 zł. Teraz można kupić za 80. Za to Slavia podrożała...
Myślisz może że przesadzam, jak i inni "antywielbiciele" chinek? Cóż, przewinęło mi się przez ręce sporo wiatrówek, mogę być zmanierowany... ale poszukaj po forach internetowych. Jak zdumiewająco dużo osób odradza te wiatrówki i jak jednogłośnie mówią. I jak wielu fanów chińskich wiatrówek doznaje iluminacji i zmienia sprzęt na lepszy. Po czym dołącza do jednobrzmiącego chóru.
Wszyscy się mylą?
Lekarstwo jest proste. Wybierz się na jakieś strzelanie/zawody/zlot wiatrówkowy w okolicy i porozmawiaj ze strzelcami. A także pomacaj i postrzelaj z różnych wiatrówek. Nie spotkałem się by ktoś odmówił takiej prośbie. A potem postrzelaj z chinki...
Sprawdzone, 100% wyleczonych.
Jak wygląda bowiem objaw "chińskiego syndromu"?
Po euforii zakupu "giwery" i pierwszych strzelaniach do czego popadnie nagle okazuje się że coś nie do końca można trafić tam gdzie się chce. No, ale widocznie tak ma być, trzeba trenować...
Potem pojawiają się problemy z eksploatacją. Coś nie działa jak należy, coś się popsuło. No cóż, jest gwarancja, wymieniamy... sytuacja się powtarza. Frustracja rośnie.
W końcu wpadamy na pomysł szukania pomocy. Sięgamy do internetu. Tam dziesiątki stron sklepów, ale gdzieś na szarym końcu jakieś fora, strony... Spacer po nich doprowadza do wściekłości. To taki chłam kupiłem? Niemożliwe, przecież strzela, działa... uwzięli się, snoby z wiatrówkami za trzy tysiące! Ostatnie złudzenia pryskają po strzelaniu z wiatrówki porządnej. Frustracja osiąga szczyt - uświadamiamy sobie że zostaliśmy nabici w butelkę. Reklamy i sprzedawcy nas oszukali (a co, pierwszy raz?), "chinka" nas zdradziła i nie chce działać jak powinna. Wygrzebujemy więc ostatnie zaskórniaki i kupujemy Slavię. Która de facto kosztuje nas wiele, bo B4 za 150 zł + Slavia za 550 zł daje nam 700 zł wydane by mieć wiatrówkę która strzela.
A jak i tego ci się nie chce, to zawsze możesz się zapytać nas.
Czytaj i pytaj więc, a przede wszystkim baw się bezpiecznie!
P.S. Zdjęcia to tylko kilka przykładów wad chińskich wiatrówek które przewinęły mi się przez ręce. Nie odniosłem się jeszcze do tego CO otrzymujemy za pieniądze które trzeba wydać na dany model. I tak np. Crosman Summit kosztuje 1130 zł - a za te pieniądze dostajemy wiatrówkę wartą może ze 300 zł. Ale ładnie wygląda...
Nic dziwnego więc że wolę mieć Chinkę w łóżku niż "chinkę" na strzelnicy.


Autor: Miłosław Majstruk
Zdjęcia: ze zbiorów redakcji



Artykuł umieszczony za zgodą autora. Pochodzi z serwisu http://www.airguns.pl



Design ---> Mario73z --> "CZEWA"